Praktyka studencka w USA, Oklahoma

Praktyka w USA, na Uniwersytecie w Tulsie. Blog opisuje pracę i naukę w stanach. Oraz życie w Ameryce. Polecam szczególnie fragmenty poœwięcone surfingowi w Kaliforni.

O tym jak surfing w Polsce przydaje się w życiu i nic nie dzieje się przypadkiem.

Ostatnio kolega, z którym pracuję w laboratorium powiedział mi, że jestem wysoki i zapytał się, czy mam 6’5’’ wzrostu. Ja się szeroko uśmiechnąłem i powiedziałem, że ciężko mi jest odpowiedzieć na to pytanie, bo my w europie używamy systemu metrycznego, ale wiem, że moja deska ma 6’8’’ a ja jestem od niej trochę wyższy, co dało pewien pogląd na sprawę. Dla nie wtajemniczonych to długość desek surfingowych podaje się właśnie w stopach i stąd potrafię skojarzyć czy 6’ to jest dużo czy mało. Włœnie dzięki temu, że surfing w Polsce staje się coraz bardziej popularny,lepiej znam systemy miar.

Wczoraj uświadomiłem sobie, dlaczego te przedszkolaki są tacy mili dla mnie. Zwykle rozmowa z nowo napotkanymi ludźmi wygląda tak, cześć, jak leci, jak się nazywasz, skąd jesteś, ile masz lat. Wczoraj mój kolega z laboratorium pyta się mnie czy bym nie kupił, mu alkoholu na dziś wieczór, ja mówię, że nie ma problemu, zaraz przychodzi jego koleżanka daje mu jakieś pieniądze i listę, ja się wtedy dowiaduję, że będę kupował trochę więcej alkoholu, że to czyjeś urodziny są, myślę ciekawie, może coś się wydarzy. Pojechaliśmy do sklepu i kupiłem 5 szampanów, 6-ciopak piwa i 1l wódki, więc to chyba mała impreza. Taka przysługa z mojej strony, ale niestety mnie nie zaprosili, poczułem się trochę zawiedziony, ale to czyjeś urodziny i rzeczywiście nie mogli. Cóż trudno.

Pojechałem wczoraj do niemieckiej restauracji, która jest polską, powiedziała mi o niej Kasia, która pracuje w tym samym budynku co ja. Restauracja należy do Polki, a kiedy ja przejęła 15 lat temu, to przejęła ją jako restauracje niemiecką i tak zostało, bo ludzi byli przyzwyczajeni, że przychodzą tam Niemcy i tam jest niemieckie jedzenie. Teraz pracuje tam jedna Niemka, troje Polaków i jacyś amerykanie. Wchodzę, mówię dzień dobry, bo nie wiedziałem specjalnie co mam powiedzieć, wtedy Pani przy ladzie do mnie „Moechten Sie etwas essen”, ja „Nein danke, ich suche die Leute, die polnisch sprechen” usw. Całkiem przyjemnie zamienili ze mną dwa słowa, powiedzieli, że specjalnie tu nie ma Polaków w moim wieku i z towarzystwem do imprez nie będzie łatwo, ale jest np. tutaj Piotrek, on tutaj pracuje. Przychodzi Piotrek, mówi, że on kończy dziś prace o 23 i potem możemy iść gdzieś na imprezę, mówi że mnie zabierze i pokaże jak to tu wygląda. Ja mówię, że z chęcią, ale jak on kończy dziś późno prace i ma iść ze względu na mnie to ja nie będę nalegał, możemy to przerzucić na inny termin (jakoś zupełnie zapomniałem, że dla ludzi pracujących w gastronomii codzienne imprezy po pracy to nie jest problem, oni są zaprawieni). On mówi, że nie, że to normalne, on zawsze wychodzi tak dwa razy w tygodniu czasem nawet trzy i zwykle po pracy, więc nie ma problemu, poza tym za wcześnie nie ma co się pojawiać, bo tu imprezy zaczynają się późno. Pojechaliśmy na surfing w Polsce oczywiście samochodem, bo inaczej się nie da, bo tu wszystko jest daleko, zastanawiające jest to, że wszyscy tu na imprezy przyjeżdżają autami i wszyscy potem tymi autami wracają. Piotrek wypił w sumie podczas całej imprezy z 3 piwa i jednego redbulla z wódką, wsiadł potem w auto i jechał. Najpierw pojechaliśmy do jakiegoś baru, gdzie on mówił, że często bywa i rzeczywiście wszyscy go tam znali, posiedzieliśmy chwilę i potem mówi, że tu nie wiele się wydarzy jedziemy gdzie indziej w takie „lepsze” miejscie. Wsiadamy do jego wielkiego trucka i jedziemy. Jesteśy na ulicy Peoria, gdzie się znajduję kilka barów i knajp i idziemy do jednego miejsca gdzie się tańczy, oczywiście ochroniarz, kolejka i taki sznurek, którym zagradza wejście, sprawdzanie ID jak zawsze przed wejściem gdziekolwiek, gdzie jest podawany alkohol, 7$ za wjazd, piwo 2$ (0,33, tu piwa są słabsze niż u nas), Redbull z wódką 8$, więc poza tym wejściem to ceny nie są specjalnie wygurowane, podobne jak u nas, a to było ponoć takie fajne miejsce. Wystrój jak dla mnie porządny, lecz stylistycznie mnie nie zachwycał, nazwał bym to raczej dobrym klubem a nie speluną. Jak to Piotrek powiedział „W trampkach tu nie wejdziesz!” ja akurat miałem na sobie trampki, ale może inaczej rozumiemy znaczenie tego słowa. Impreza była dobra, amerykanie gibają się fajnie, mają to wyczucie rytmu, wyglądało to tak trochę jak na teledyskach. Ludzi nie było jakoś tyle, żeby był tłok, ale wystarczjąco, ponoć zwykle jest więcej. Mają świetną klimę, że w środku jest naprawdę chłodno, nie tak jak u nas, że nie ma czym oddychać. Wszystko pięknie, gdyby nie mały szczegół, że od 2 zamykają a o 1,30 już powoli wypraszają ludzi. Jak mi Piotrek o tym powiedział, to myślałem, że jest tak jak np. w Edynburgu było, ze bary zamykali chyba o 1, ale lokale gdzie się płaciło za wstęp to już do końca. Ja mu mówię, że to dziwne u nas jest coś takiego, że knajpy są otwarte do ostatniego klienta, on mówi, że tu też, tylko, że ostatni klient musi wyjść przed drugą. Już nie wchodziłem w temat.

Grupki ludzi zbierają się przed wejściem, robi się tłoczno. Rozmawiam z Piotrkiem po polsku aż tu jakiś czarny pyta mnie się czy jestem z Francji. I tu znowu przydaje się wiedza z surf-tripów bo to właściwie tam nauczyłem się paru słów, więc powiedziałem kolesiowi co umiałem, czyli, że nie mówię po francusku, on na to że przecież mówię, to co kłamię, że nie mówię. Potem zapytałem się jeszcze gdzie jest stacja z gazem, bo ten temat miałem całkiem dobrze opracowany, zaraz jakieś dziewczyny przyłączyły się do rozmowy, bo dyskusja była przecież ciekawa, czy my czasem z Czech nie jesteśmy, jedna z nich grała w piłkę nożną, więc wymieniliśmy parę spostrzeżeń o mistrzostwach. Impreza generalnie dobra, jakby nie zamykali o 2 to bym powiedział, że clubing w usa mi się podoba.