Praktyka studencka w USA, Oklahoma

Praktyka w USA, na Uniwersytecie w Tulsie. Blog opisuje pracę i naukę w stanach. Oraz życie w Ameryce. Polecam szczególnie fragmenty poœwięcone surfingowi w Kaliforni.

Nocne wyprawy do laboratorium

Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, kiedy to Michałek będzie wychodził w środku imprezy by na chwilę zajść do laboratorium i wyjąć próbki z piekarnika. Ku temu są zwykle bardzo sprzyjające okoliczności, bo wtedy ręce się nie trzęsą, więc precyzja jest większa, tylko jest jeden skutek uboczny, że wszystko spada na ziemię. To wszystko stanowi jednak szczegół, bo próbki wychodzą coraz lepiej. Są coraz bardziej regularne, coraz więcej otrzymuję ładnych próbek, ale niestety dalej nie wiem jak je zmierzyć.

Ostatnio w czwartek dr Hari wręczył mi nową maszynę, jest to generator, który osiąga częstotliwość 5MHz, a zmiana wartości jest też dokładna, chyba co 1 Hz przy niskich i przy wysokich jakoś nie wiele więcej. Skoro kupują mi nową maszynę to chyba znaczy, że im naprawdę zależy na tych pomiarach. Fajnie, że mam nową zabawkę, tylko że trzeba się teraz na nowo uczyć obsługi. Sytuacja ta popsuła trochę moje wyjście awaryjne, na wypadek nie powodzeń w badaniach, mogłem powiedzieć, że nie było jak do czegoś dojść jak miałem taki słaby generator, teraz to już nie zadziała. Zostały dwa tygodnie, chyba w końcu trzeba zacząć szukać efektów mojej pracy, bym miał o czym mówić na koniec podczas prezentacji. Zawsze mogę rzucić na slajdy parę wykresów z książki prof. Nitscha od Półprzewodników i Dielektryków i wtedy zabrzmi to mądrze, nikt nie zrozumie, nikt też pytań nie zada, bo przecież przedstawię to jako coś prostego i który z profesorów chciałby się ośmieszyć, że takich podstawowych rzeczy nie rozumie. Jednak istnieje pewne ryzyko, że sprawy się potoczą trochę inaczej. W sumie jak rozmawiam z ludźmi i oni się mnie pytają co robię, to im opowiadam i oni kiwają głową, że rozumieją, ale jestem przekonany, że to z grzeczności, bo tego właściwie nikt nie rozumie, no może Nitsch tak mniej więcej kuma.

Czasem zachowanie amerykanów i ich spostrzegawczość mnie zaskakuje. Ostatnio siedzimy sobie na parkingu, pijemy piwko, nic specjalnie się nie dzieje, nudy, dłużyzna, szkoda, tak w ogóle to szkoda, że Cię z nami nie było. W pewnym momencie przechodzi obok nas jedna koleżanka, nie pamiętam jak się nazywała, ale to była jakaś dobra znajoma tych moich ziomali. Tak stoi, coś mówi, tak niezdecydowanie, więc ja mówię, nieśmiało, że może by się do nas przyłączyła, my tak siedzimy sobie, piwko pijemy, nic specjalnie się nie dzieje, jest fajnie, a miejsce na krawężniku i dla niej się znajdzie. Ona mówi, że raczej nie może, bo chce iść spać bo jutro musi iść, do pracy. Ja wtedy mówię, że spokojnie, że my też jutro musimy iść do pracy, to normalne. W tym momencie jeden koleś mówi, nie prawda ja jutro nie muszę iść do pracy, kolejny zaraz podłapał melodię i też wyleciał z tekstem, że ma jutro wolne. Więc cóż, nie przysiadła się, stała dalej. W tle słychać jakieś krzyki z basenu, który znajduje się nie opodal. I tu pojawia się zachowanie typowo niemieckie, koleżanka mówi nam, że już idzie i żebyśmy schowali alkohol bo ona zadzwoni po Campus Security, by uciszyli tych ludzi na basenie i oni przejeżdżając tędy mogą zauważyć nasz alkohol. No po prostu jak w Nimeczech, nie pójdzie i nie poprosi ich sama żeby zachowywali się trochę ciszej, tylko dzwoni po ochronę, żeby tamci musieli się stresować i mieli jakieś problemy. Jak w Niemczech, nikt nie przyjdzie nie powie o co chodzi, tylko wysyła list do Hausmaistra. Tak na marginesie, ta dziewczyna mówiła, że uwielbia Niemcy, mieszkała tam kiedyś, przez jeden miesiąc.

Oni mają tutaj świetny pomysł na robienie ludziom wody z mózgu. Raz na jakiś czas pod różnym pretekstem, dla różnych grup ludzi organizują spotkania. Byłem na czymś takim wczoraj w piątek. Na takie spotkanie każdy przyjdzie, bo zwykle jest darmowa pizza i który student przepuści taką okazję. Tam dwa słowa wstępu, dobrze, że pracujecie, że robicie badania, tak trzymać, potem że to nasz szczęśliwy dzień bo przyjechał do nas taki a taki człowiek, który pracuje w takim i takim departamencie rządu i opowie nam trochę o swojej pracy. Gość zaczyna od tego, że lubi rozmawiać z młodymi ludźmi, studentami z pierwszych lat (bo łatwo ich zmanipulować) i potem mówi, że praca jest ciężka, ale on to lubi bo ma świadomość, że robi coś dla ratowania swojego kraju, że jego praca przyczynia się do ochrony Stanów Zjednoczonych. Nie wiem jak się to stanowiska nazywa, ale jeździ on po jakiś krajach arabskich, był w Iraku i robi tam chyba jakieś kampanie społeczne czy coś takiego, tak żeby pokazać ile to amerykanie dla nich robią i żeby Irakijczycy nie bali się tej okupacji. Reasumując pizza była dobra, na koniec jeszcze została i Pani mówiła żebyśmy tylko zabrali to jedzenie, bo ona nie ma potem co z tym zrobić, parę osób wzięło pudełka z pizzą, więc my też jedno wzięliśmy dla naszej silnej grupy badawczej.

Mój ziom Polak, z którym raz byłem na imprezie w klubie coś przestał się odzywać, więc na miasto nie mam z kim pójść, zatem w piątek nic specjalnie się nie działo. Razem z Jackobem wypiliśmy trochę coli, dzwonimy do Kado, on mówi, że jest na parkingu i żeby podejść. Więc wychodzimy z butelką coli schowaną w papierowej torbie, żeby bardziej klimatycznie wyglądało i dwoma szklanymi kubeczkami i tak sobie idziemy ulicą. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia. Na parkingu Kado siedzi z dwoma innymi ziomami w samochodzie, a ma taką klimatyczną furę z 1989 roku, więc atmosfera przednia. Generalni nic się nie działo. Poszliśmy do bractwa zobaczyć czy przypadkiem oni jakiejś imprezy nie robią i tam było 8 kolesi i jedna dziewczyna i grali w beer-ponga, powiedzieli, że dziś to nic się nie dzieje, ale jutro robią większą imprezę zaproszą dziewczyny, zaproszą chłopaków i będzie fajnie. Wszystko zaczyna się o 5 PM, jedziemy na kręgle, potem impreza na basenie i na koniec u nich w bractwie. Brzmiało bardzo zachęcająco. Pojechaliśmy następnego dnia na kręgle, fajna zabawa, znowu była darmowa pizza, potem jednak zaczęło padać, więc ten fragment z basenem został pominięty. Idę zatem do nich do bractwa okole 21 na tą ich imprezę, oczywiście nikogo nie ma. Jedna partyjka w beer-ponga, potem zeszło się kilka osób, tak z 20 razem z mieszkańcami i siedzieliśmy przez cały czas i graliśmy w coś jak kalambury. Oni mieli jakąś taką elektroniczną zabawkę, na niej pojawiało się hasło i trzeba było to opisać słownie lub pokazać, jak była to piosenka to można było zaśpiewać, wszystkie chwyty dozwolone i inni mieli to zgadnąć. To co było fajne to, to że ktoś mi powiedział, że jestem dobrym graczem, co przy moim angielskim było dla mnie naprawdę komplementem. Wypiliśmy trochę coli, wracamy chwiejnym krokiem do akademika i Kado mówi, że trzeba coś przekąsić, więc wsiadamy do samochodu bo Taco Bell (meksykańska knajpa) jest otwarta o tej porze tylko dla samochodów. Kado mówi, że musimy być bardzo ostrożni jadąc, by nie zwracać nie siebie uwagi, żeby policja nas nie zatrzymała, w sumie to mu nawet powieka nie drgnęła, wsiadł i pojechał. Jak normalnie nie lubię tego meksykańskiego jedzienia, to Tacos tym razem było dobre.