Praktyka studencka w USA, Oklahoma

Praktyka w USA, na Uniwersytecie w Tulsie. Blog opisuje pracę i naukę w stanach. Oraz życie w Ameryce. Polecam szczególnie fragmenty poœwięcone surfingowi w Kaliforni.

Amerykański język angielski

Podobają mi się te ich odzywki, które znamy z filmów i czasem ich używamy też w języku polskim, np. "What's up man?" "ohh man, really?" "hello dude". Oni strasznie nadużywają słowa "man", czasem jest to wręcz śmieszne jak słyszę jak rozmawia ze sobą dwoje ludzi i ciągle jest to "man" "ohh man" "you know what man?" "Man, you need to ..." itp. Po prostu śmiać mi się chcę, ale wiem, że my rozmawiając po polsku pewnie mówimy równie mało ambitnie i robimy mnóstwo błędów.

Podczas mszy świętej jest taki moment, że ludzi przekazują sobie znak pokoju, w odróżnieniu do naszych polskich zwyczajów, gdzie ludzie się sobie kłaniają lub podają rękę tu się całują lub podają rękę, całują oczywiście tylko w gronie rodziny. W tym momencie mówi się do siebie nawzajem "Pace with you" a odpowiedź jest taka sama lub "And also with you" ostatnio podczas mszy w tym momencie omal nie wybuchnąłem śmiechem, gdy jeden koleś podając mi rękę powiedział "Pace man".

Ostatnio gierka na baskecie była całkiem niezła, był to piątek, z początku było mało ludzi, więc zaczęliśmy od gry na jeden kosz, potem się zebrała większa gruba i się rozkręciło. Uwierzyłem w siebie i dawałem radę, rzucałem mnóstwo punktów (muszę zaznaczyć, że kolesie są dobzi, ale to nie jest najwyższy poziom z jakim można się tu spotkać, tu raczej przychodzą tacy słabsi gracze, tacy z kontuzjami,jednego to plecy bolą, więc nie może skakać, inny utyka i nie może szybko biegać). Nie było łatwo mnie zatrzymać, raz jak zmyliłem obrońcę swoim enigmatycznym zwodem, to usłyszałem kilka razy „wow” dookoła (niestety wtedy do kosza nie trafiłem), nie było to jednak trudne, bo moje zwody są jak to napisałem trochę enigmatyczne, takie lekko powolne, jak to typowego białego gracza, więc takie coś mogło być dla przeciwnika rzeczywiście zaskoczeniem, gdyż oni są przyzwyczajeni do bardziej dynamicznej gry i zapewne nawet się nie spodziewał, że taki ruch może ktoś wykonać. Przed kolejnym meczem, ktoś z drużyny przeciwnej powiedział, że trzeba mnie przykryć, bo bez sensu jest przegrać kolejny mecz do zera, wtedy największy murzyn powiedział, że to zrobi. Ten mecz też wygraliśmy, ale koleś był naprawdę dobry, tylko, że go coś noga bolała, dlatego nic nie grał, normalnie jak by grał na swoim poziomie to by nas sam rozwalił. On był mojego wzrostu tylko, że trzy razy szerszy i bardzo szybki jak raz zagrał akcje to po jednym jego zwodzie zanim zdążyłem się ruszyć, to on już był pod koszem i zdobywał punkty. Właściwie nie wiedziałem co się stało.

Jak pierwszy raz rozmawiałem z Polką, która pracuje w tym samym budynku co ja, to mi powiedziała, że do tej polskiej restauracji „Margarett – german restaurant” przychodzą Niemcy, którzy są tu na stałe lub ludzie, którym się zdaje, że są Niemcami. Teraz już wiem o jakich ludzi jej chodziło. Tu bardzo wiele osób uwielbia naród niemiecki i ich kraj. Jedna osoba jeżdżąca nową Jettą powiedziała mi, że nie ufa amerykańskim, woli europejskie i jeden koleś co jeździ Borą, mówi, że lubi niemieckie auta, bo są po prostu solidniejsze. To ja się zaczynam bać jakim szmelcem musza być te amerykańskie wozy. Spotkałem też parę osób, którzy chcą wyjechać do Niemiec. Zwykle są to ludzie, co studiują Petroleum. Czy Niemcy mają jakąś ropę? Często są to ludzie, pokroju tej Irlandki, o której ostatnio pisałem, czyli mają jakiegoś pra-pradziadka, który prawdopodobnie był Niemcem. Śmieszny był jeden koleś, który powiedział, że jak skończy studia, to chciałby pracować pół roku w USA i pół w Niemczech. Zapytałem się go jak chce to zrobić, zmieniać pracę co pół roku? On mówi, że nie, że takie coś jest możliwe, jak ma własną firmę. Ciągnę temat dalej, bo ciężko jest własną rafinerię zbudować a już tym bardziej transportować ją z USA do Niemiec. On mówi, że takie coś mógłby robić na przykład jakby miał własną firmę zajmującą się konsultingiem. Z całym szacunkiem dla tego człowieka i jego pięknych planów, ale jak on już dorośnie i skończy sobie ten swój licencjat (oni tu zwykle robią bachelory) to zdaje mi się, że ciężko mu będzie bawić się w konsultanta w Niemczech. Muszę stwierdzić, że jacy by Ci Niemcy nie byli, to jednak są zwykle profesjonalistami w tym, co robią i ciężko mu będzie, ale cóż niech walczy, mogę się mylić. Sam życzę powodzenia.