Praktyka studencka w USA, Oklahoma

Praktyka w USA, na Uniwersytecie w Tulsie. Blog opisuje pracę i naukę w stanach. Oraz życie w Ameryce. Polecam szczególnie fragmenty poœwięcone surfingowi w Kaliforni.

Smaczne jedzenie w USA

Ja nie dziwię się, że oni są tacy grubi, normalnie na stołówce na kampusie dostaję takie porcję, że jestem najedzony. Dziś jak poszedłem coś zjeść chyba do jakiegoś meksykańskiego baru, leciała tam muzyka Ragtime, zamówiłem i posiłek co dostałem, był na tyle duży, że jeszcze jedną tortillę, która wchodziła w skład dania musiałem wziąć ze sobą bo już nie mogłem zmieścić. Do tego, kiedy przyszło do płacenia. Wyjąłem wtedy mój mały niebieski portfelik z napisem University of Tulsa, to Pani sama z siebie mnie się zapytała, czy jestem studentem, ja że tak to i nawet rabat dostałem. Piękna sprawa. Jak bierzesz jakiś napój to zwykle jest tak, że dostaje się pusty kubek i samemu się nalewa, w ofercie jest kilka napojów z którymi nie spotkałem się w Europie, niestety żaden z nich jeszcze nie przypadł mi do gustu, dziś to już był tak okrutny, że nie mogłem go dokończyć.

Byłem dziś na mszy w kościele na kampusie, te msze w wakacje są troszkę skromnijesze jak mi mówili,b o jest mniej ludzi. Nie ma też akompaniamentu muzycznego, więc jak jest śpiewana jakaś pieśń to w zależności jak ktoś zaintonuje tak już leci. Nie ma też głosu przewodniego. I dziś w środku mszy ksiądz mówi, ze teraz zaśpiewamy to i to ze strony tej i tej. Ja byłem wtedy zajęty szukaniem odpowiedniej strony, bo oczywiście dokładnie księdza nie zrozumiałem, a ludzie już zaczęli śpiewać. Ledwo dwa wersy poszły i nagle ksiądz mówi, że to nie do końca tak idzie i że lepiej żebyśmy się nie męczyli i po prostu przemilczmy ten fragment mszy – wszyscy w śmiech, ale najwidoczniej zgadzali się z księdzem, bo odłożyli wszyscy książki z tekstem na swoje miejsce.

Idę do kuchni pozmywać naczynia i zaraz po mnie wchodzi jedna dziewczyna z tych drobnych, żeby nie powiedzieć mała z wielkim garem.

Ja: hello
Ona: hi, how are you
Ja: fine and you?
Ona: cool, where are you from?
Ja: I am from Europe, from Poland
Ona: Cool.
Ja: [Uśmiech]
Ona: What are you doing here in summer?
Ja: reaserch on University in nanotechnology
Ona: Cool
Ja: [Znowu uśmiech]
Ona: How old are you?
Ja : 23
Ona: Cool

Wchodzi jakiś jej kolega do kuchni

Ona; Hi, that is Michal, he is from Poland, isn't it cool?
Ja: [śmieję sie bardziej], I think you like this word "cool" very much

Ledwo zdążyłem wrócić do pokoju, zauważyłem, że kilku mundurowych kręci się za okiem, chwila nie minęła i zaczął wyć alarm przeciw pożarowy, wyło okrutnie, nie wiedziałem, co trzeba zrobić, ale na szczęście sąsiad powiedział mi, że trzeba wyjść i zaraz się skończy. Ponoć robią to co tydzień.

Wracając do tematu, ta właśnie dziewczyna, mówiła, że robi makaron z serem i serdecznie zaprasza jak bym chciał spróbować, był trochę słony i bardzo syty, ale dobre Ragtime. Pytam się czy ma jakieś urodziny, czy coś takiego, ona powiedziała, że nie, że po prostu robi duże danie, żeby wszystkich poczęstować i potem chodziła po akademiku i wszystkich częstowała. Bardzo miłe, uwielbiam taką postawę, ktoś po prostu czuje nieodpartą potrzebę zrobienia czegoś dobrego dla innych i to robi, tak bezinteresownie, bez przymusu, z własnej woli, tak bez przyczyny, po prostu, żeby zrobić, bez głupich pytań, „po co?”; powiedziała jeszcze, że wieczorem będzie robiła ciasteczka.

Na ciasteczka też oczywiście poszedłem, bardzo były smaczne, tak razem z mleczkiem, zebrało się parę osób, generalnie miła atmosfer, takie gadanie o niczym, aż tu po pewnym czasie pojawili się gracze futbolu amerykańskiego i zrobiło się jak na głupich filmach amerykańskich. Chłopaki już pod czas alarmu pożarowego zaczęli jakoś się panoszyć, chyba czują się za pewnie. Jeden z nich zdjął koszulkę i pokazywał swoje rany, jakich się nabawił na treningu, nie wiem koleś aż tak bardzo chciał się swoim bicepsem pochwalić jak cały akademik zebrał się na dole z powodu „pożaru”. Wyśmiałem ich, ale chyba mało kto mnie zrozumiał, bo tylko dwie osoby się zaśmiały, albo może tu nie należy się śmiać z futbolistów.

W pracy nic specjalnie nowego, niedługo powinienem dostać nowy generator, może wtedy jakoś ruszę, choć nie jestem do końca pewien czy to wina generatora, że nie mam specjalnie wyników, może to wina tych nano prętów, że źle rosną, już sam nie wiem ;). Jest siłka, jest basen i jest baskecik, a czasem wspólne wieczorne ciasteczka lub nalesniki, więc jakoś sobie gospodaruję czas po pracy. W weekendy jak na razie to nic się nie dzieje.