Praktyka studencka w USA, Oklahoma

Praktyka w USA, na Uniwersytecie w Tulsie. Blog opisuje pracę i naukę w stanach. Oraz życie w Ameryce. Polecam szczególnie fragmenty poœwięcone surfingowi w Kaliforni.

Trochę prohibicji, cóż poza tym... chyba nic się nie znieniło.

Właśnie ta prohibicja odgrywa tu duże znaczenie. Bo to jest tak, że każdy zaprzeczy, ale czeka aż się zdarzy. Mój człowiek odebrał mnie z lotniska i zabrał do akademika. Pokój w akademiku spokojny, 2 osobowy, ale nie wiem czy mi kogoś dadzą, bo akademik jest prawie pusty jak to powiedziała kobieta, która mnie tu kwaterowała. Luksusów nie ma, ale to przecież Ameryka. Na koniec pyta się mnie czy mam 21 lat skończone, ja mówię, że tak. Ona mówi, że to dobrze, bo w takim razie mogę mieć w pokoju zgrzewkę piwa do 6 sztuk. Bo jakbym miał mniej niż 21 to nie mogę. A ja się pytam jak wygląda sprawa z innymi alkoholami poza piwem, bo do końca nie rozumiem tego przepisu, czy to piwo zajmuje za dużo miejsca i to dlatego? A jak wiadomo skrzynkę wódki rzadko się trzyma, więc może tu nie będzie w ogóle ograniczeń? Okazuje się, że innych alkoholi w ogóle nie można posiadać. Matt zaprowadził mnie do pokoju i się go pytam, mam butelkę bardzo dobrej polskiej wódeczki w torbie i teraz teoretycznie nie mogę jej mieć, więc się pytam, co z tym problemem zrobić. Kilka rozwiązań się pojawia w mojej głowie, np. nie przejmować się tym, przecież, co to za zakazy lub wypić w najbliższych dniach i problem sam się rozwiąże i czekam jakie rozwiązanie wybierze Matt. On mówi, żebym ja schował, żeby nikt nie widział (w sumie mądre, bo różne rzeczy się działy podczas imprez z naszymi butelkami - dziwnie ginęły), tylko ze on dodaje, że właściwie to zakazane jest przechowywanie otwartych butelek a jak będzie zamknięta to spoko i nie wolno na pewno tego tu pić. Wynika to z tego, że w USA jest tak, ze w akademiku mieszkają ludzie z 1 i 2 roku a wyższe lata przeprowadzają się już do apartamentów, czyli mieszkania, które tez należą do uniwersytetu, coś takiego jak akademiki w Niemczech tylko, ze mają tam jeszcze poza sypialniami salon. Więc w akademiku mieszkają tylko młodzi, którzy nie mogą pić, bo są poniżej 21 lat, normalnie jest tu cieć na wejściu, którym są studenci. Studenci pierwszych 2 lat musza jeść na stołówce, przy akademiku i tam wykupują sobie jakiś plan jedzeniowy (to niby o wolność walczy Ameryka w krajach arabskich? Musisz mieszkać w akademiku, musisz jeść ich jedzenie...). Dlatego jest tu tylko jedna kuchnia, może duża, ale nic tam nie ma, więc jeśli coś chce ugotować to drepczę z pokoju na drugie piętro, z wszystkim w siateczce, bo w kuchni raczej tego nie mam jak zostawić. Pod kątem imprez akademik nadaje się świetnie, na każdym piętrze są kanapy, takie stoliku, to wszystko w takiej dużej klatce schodowej, z której są korytarze, przy których są pokoje, wszystko ładnie wyłożone dywanem, jakiś kominek na 3 piętrze, generalnie rewelacja, myślę, że imprezy byłyby tu jedne z lepszych, ale oczywiście studenci 1 i 2 roku nie mogą robić imprez, takie to życie w wolnej Ameryce.

Dziś razem z Mattem oglądaliśmy kawałkiem mecz Niemców z Austrią (Matt – to jest człowiek z iaeste strasznie mi pomógł, bez niego nie dałbym chyba rady załatwić wszystkich formalności i tak nie udało nam się zrobić wszystkiego W szczególności nie wiem jak bym pojechał na drugi koniec miasta do urzędu by wyrobić Social Security Number, gdzie tu nie ma transportu publicznego, albo masz samochód, albo... właściwie to nie ma tu albo, przynajmniej na dzień dzisiejszy nie widzę) i podchodzi koleś z jakiegoś bractwa alfa beta kappa gama omega, dał nam jakaś kartkę i mówi, że robią grilla w przyszły weekend i żeby wpaść. Jak są jakieś pytania to tam jest nr tel i żeby dzwonić. Przy założeniu, ze tu nic się nie dzieje to zdaje mi się, że to dobrą opcją. Czytam tą kartkę i tam piszą, ze jak jakiś ze studentów pierwszych lat chce to mu pomogą we wszystkim i po kampusie go oprowadzą by tylko wstąpił do ich bractwa. Cóż, do nich nie wstąpię, ale na imprezę myślę sobie można pójść. Pytam się Matta czy to chodzi o to by rekrutować ludzi do siebie, on, że tak. I mi tłumaczy, że robią takiego grila by inni zobaczyli jak to u nich jest itp. Ja mówię, ze spoko na imprezę przecież można wpaść. I tu już w mojej głowie knuł się piękny w swej prostocie, wiele razy sprawdzony plan, że wpadam tam z moją żubrówką, z którą to jest przecież problem, bo w akademiku nie mogą jej mieć i od razu mam mnóstwo przyjaciół, a Matt od razu mnie poprawia jakbym użył nieprawidłowego słowa, nie impreza, grill, tam będzie grill – tak bez alkoholu to jest dla 1 i 2 roku, oni nie mogą pić.